Informacje, Praca w Wielkiej Brytanii, Warunki pracy

Życie i zwyczaje w Wielkiej Brytanii

Kilka pierwszych miesięcy pobytu w Wielkiej Brytanii będzie dla ciebie czasem aklimatyzacji. Stopniowo przyzwyczaisz się do brytyjskiego sposobu życia. Z pewnoś’cią będziesz miał jakieś krępujące, bolesne i frustrujące doświadczenia, nawet jeśli po latach będą wydawały się zabawne. Na każdą sytuację, w której pomyślisz: „Podoba mi się sposób, w jaki robią to Brytyjczycy” przypadnie sytuacja, w której westchniesz: „Dlaczego nie mogą robić tego normalnie, tak jak u mnie w kraju?”. Próbując zrozumieć Brytyjczyków będziesz równocześnie poznawał własną kulturę i samego siebie. Dowiesz się na przykład, w jaki sposób radzisz sobie pod presją i z trudnościami. Jeśli to możliwe, przed przyjazdem na stałe postaraj się spędzić wakacje u brytyjskiej rodziny. Dzięki temu szok kulturowy będzie mniejszy.

Uprzedzenia i tolerancja
Na szczęście Brytyjczycy są bardziej tolerancyjni wobec obcokrajowców, ich zwyczajów i stylu życia niż większość innych nacji. Zwłaszcza w dużych miastach są przyzwyczajeni do mieszkania i pracy ramię w ramię z obywatelami innych państw. Rzadko kiedy spotkać się można z otwartą wrogością na tle rasowym lub religijnym. Tolerancja jest historyczną spuścizną Imperium Brytyjskiego, które obejmowało ludzi wielu narodowości, a brytyjscy żołnierze służyli w koloniach, gdzie mogli poznać odmienne style życia. Jedynym denerwującym aspektem tej tolerancji jest to, że może mieć charakter nieco protekcjonalny. Brytyjczycy są uprzejmi wobec cudzoziemców, ale mają poczucie wyższości. Niektórzy oczekują ciągłych oznak wdzięczności i podziwu. Nie zdali sobie jeszcze do końca sprawy z tego, że swoje imperium utracili już jakiś czas temu – a jeśli są tego świadomi, to zdają się mieć cichą nadzieję na jego powrót. Niektórzy twierdzą, że Wielka Brytania przyłączyła się do Unii Europejskiej, ponieważ Brytyjczycy sądzili, że będą mogli rządzić Europą i oczekiwali, że mieszkańcy tych nieco gorszych kontynentalnych państw będą patrzeć na nich z podziwem. Problemy mogą pojawić się, gdy Brytyjczycy (czytaj biali Anglosasi) zostają zwolnieni z pracy i widzą, że ty – niedawno przybyły obcokrajowiec – cieszysz się dobrą i dobrze płatną pracą. W takich sytuacjach mogą odnieść wrażenie (prawdopodobnie błędne), że obcy zabierają im pracę. Inny problem może pojawić się, gdy daną okolicę zasiedla coraz więcej osób jednej narodowości. Brytyjczycy, którzy mieszkają tam od dłuższego czasu, mogą poczuć się, jakby zostali nagle przeniesieni do Chinatown. Będą prawdopodobnie zaniepokojeni już wtedy, gdy w ich sąsiedztwie pojawi się więcej niż dwóch cudzoziemców tej samej narodowości. Może się zdarzyć, że w takich sytuacjach zapomną o dobrych manierach.

ŚNIEG
Gdy pada śnieg, wszystko zamiera. Jeżeli warstwa śniegu przekroczy jakieś 2,5 centymetra, szkoły wysyłają uczniów do domu, zamykane są banki i biblioteki, odwoływane są autobusy i pociągi. Ludzi ogarnia panika. Średnio co cztery lata Wielką Brytanię nawiedza surowa zima z dużymi opadami śniegu. Można byłoby więc sądzić, że Brytyjczycy będą na nią przygotowani. Nic z tego. Za każdym razem zachowują się tak, jakby stawali w obliczu klęski żywiołowej na skalę trzęsienia ziemi. Zaczynają wykupywać ze sklepów chleb i mleko, gromadzą w domu zapasy, które wystarczyłyby całym rodzinom na kilka miesięcy (chociaż przeciętnie, surowa zima trwa tylko parę tygodni). W rezultacie w sklepach trudno jest kupić chleb czy mleko.

Jak się przygotować
Przygotowanie się na wypadek nadejścia surowej zimy może być dobrym pomysłem: pod łóżkiem powinieneś zachomikować mleko o przedłużonej trwałości oraz kilka paczek chrupkiego chleba. To na wypadek, gdyby Brytyjczycy w panice doprowadzili do sztucznych niedoborów -prawdziwe niedobory żywności nikomu nie grożą. Możesz również mieć mylne przekonanie, że skoro w innych krajach, w których opady śniegu są znacznie większe, udaje się jakoś utrzymać działanie transportu, to Brytyjczycy również nie powinni mieć z tym problemów. Niestety. Samochody nie mają nawet zimowych opon, które w innych państwach zakłada się rutynowo wraz z nadejściem zimy. Również wiele domów nie jest przygotowanych na zimowe chłody. Rury systemów kanalizacyjnych i odwadniających często pozostają niezabezpieczone. Może się więc zdarzyć, że zamarzną – i wtedy nie będziesz miał bieżącej wody i nie będziesz mógł spuścić wody w toalecie. Rura może także pęknąć – i wtedy problem staje się nieco poważniejszy.

Podczas dużych opadów śniegu Brytyjczycy nie chodzą do pracy. Niektórzy pracodawcy mogą poprosić cię o wzięcie pracy do domu lub też będziesz musiał odpracować te dni w ramach urlopu. Jednak wielu pracodawców nie oczekuje, że ich pracownicy pojawią się w śnieżne dni w pracy. Zapytaj pracodawcę, jak podchodzi do tej sprawy.

WSPIERANIE ORGANIZACJI CHARYTATYWNYCH
Duża część życia społecznego w Wielkiej Brytanii zdaje się kręcić wokół organizacji charytatywnych. Imprezy charytatywne wiążą się z dobrą zabawą. Zbiórki pieniędzy połączone są z potańcówkami przy obiedzie, kabaretem, koncertami, porankami przy kawie oraz wyprzedażą używanych rzeczy. Zyski z tych imprez przekazywane są na określone cele – może to być wszystko, od badań nad rakiem do budowy rezerwatu dla osłów. Wiele osób robi dziwne rzeczy w imię dobroczynności. Często akcje charytatywne są dobrą wymówką, którą chłodni i zrównoważeni Brytyjczycy chętnie wykorzystują, aby zrobić coś szalonego. „To na cele charytatywne” -jest możliwym do przyjęcia usprawiedliwieniem niemal każdego zachowania.

A działa to tak: koleżanka z pracy obchodzi z listą wszystkie działy -„Zbieram fundusze na stajnię, w której emerytowane konie wyścigowe mogłyby dożyć swych dni. Ile mógłbyś zaoferować, gdybym skoczył na bungee ze 120 metrów?”. Nie możesz odmówić, tak więc obiecujesz jej funta, oczywiście o ile się na to odważy. Mówi, że wciągnie twoją ofertę na listę. Dziewczyna skacze, ty dajesz jej pieniądze. Jeżeli 100 osób obieca jej po jednym funcie, a skok kosztował 50 funtów, zostaje jej 50 funtów, które przekazuje na określony cel.

Niektóre organizacje charytatywne starają się nakłonić wszystkich, aby przekazywali im pieniądze co roku w określone dni. Na przykład proponują, aby wszyscy kupili czerwone, plastikowe nosy (pieniądze, minus koszty produkcji przekazywane są organizacji charytatywnej). Następnie, w określony dzień wszyscy mają nałożyć te czerwone nosy idąc do pracy. Organizacje te starają się, aby osoba, która jako jedyna w szkole, firmie lub wiosce nie nosi czerwonego nosa, poczuła dyskomfort. Ale nie przejmuj się: nawet niektórzy Brytyjczycy odmawiają udziału w tej tak zwanej zabawie, nie musisz więc mieć wyrzutów sumienia, jeśli cały pomysł wyda ci się dziwaczny.

Ale może być jeszcze gorzej. Organizacje charytatywne potrafią sprzedawać czerwone nosy nakładane na samochody (próbując sprawić, że poczujesz się winny, jeśli wśród samochodów na parkingu tylko twój będzie bez nosa), a ostatnio zaproponowały olbrzymie nosy na budynki. Aby mieć pewność, że nikomu nie przyjdzie do głowy nałożenie nosa z poprzedniego roku, w każdym sezonie obowiązuje nieco odmienny model.

ODCHUDZANIE SIĘ I DBANIE O KONDYCJĘ FIZYCZNĄ
Wielu Brytyjczyków (zwłaszcza kobiet) ma obsesję na punkcie odchudzania się i ćwiczeń fizycznych. Można kupić wiele magazynów poświęconych tym zagadnieniom. Wiele jest także instruktażowych kaset wideo, na których superszczupłe i supersprawne kobiety demonstrują ćwiczenia na płaski brzuszek. One same najprawdopodobniej mają płaskie brzuchy i szczupłą talię dzięki usunięciu żeber i zabiegom odsysania tłuszczu, ale nie to jest najważniejsze. Przeciętna Angielka i tak nie wykona proponowanych ćwiczeń. Będzie myślała, że zrobiła wystarczająco dużo kupując kasetę wideo, czytając przepisy na niskokaloryczne potrawy czy zamawiając prenumeratę magazynu poświęconego odchudzaniu. Czasem przechodzi na dietę odchudzającą i zaczyna ćwiczyć, ale rzadko udaje jej się wytrwać w swoich postanowieniach.

HERBATKA
Angielska „tea” może być czymś do picia albo czymś do zjedzenia. Wszystko zależy od miejsca, czasu i towarzystwa. Jeśli mamy na myśli herbatę w pracy, będzie to najczęściej gorący napój w papierowym kubku prosto z automatu. Na herbatce można także spotkać się w kawiarni lub zostać zaproszonym do przyjaciela lub sąsiada (przedstawiciela klasy średniej lub wyższej). Taka impreza ma miejsce około godziny 16. Na stół wjedzie półmisek maleńkich kanapek z ogórkiem i krewetką (bez pancerzy w domach wyższej sfery) lub dwa małe ciastka, placki lub babeczki (na osobę), najprawdopodobniej podane z masłem lub dżemem. Znajdzie się tam również dzbanek herbaty. Jeśli zostaniesz zaproszony na herbatę do jakiejś rodziny (zwłaszcza należącej do klasy robotniczej lub uboższej średniej) po godzinie 18, będziesz podjęty prostym zimnym lub ciepłym posiłkiem. I wcale nie musisz dostać do niego herbaty. Jeśli pod koniec dnia koleżanka z pracy powie: „I have to buy my tea”, to prawdopodobnie wyjdzie ze sklepu obładowana chlebem i warzywami lub zamrożonym, gotowym posiłkiem, być może weźmie też puszkę piwa, ale raczej nie kupi herbaty. Herbatę (napój) możesz przygotować z torebki lub jako napar z liści. W przeciwieństwie do herbat pitych w innych krajach, większość angielskich herbat powinna zostać zalana wrzątkiem tylko na kilka sekund. Jeśli zaparzysz ją dłużej, będzie za mocna. Jeżeli przygotowujesz herbatę w czajniczku, należy zostawić w nim torebki herbaty i za każdym razem, gdy nalewasz herbatę do filiżanek, dolewać do czajniczka wrzątku.

Brytyjczycy najczęściej piją herbatę z mlekiem. Ten zwyczaj może wydać ci się barbarzyński – mleko psuje przecież delikatny aromat herbaty. Jednak zrozumiesz wszystko, jeśli spróbujesz angielskiej herbaty z torebek. Herbatę można pić z filiżanek lub z kubków. Filiżanki wraz z dobranymi do nich spodeczkami używane są w sytuacjach formalnych, gdy do kawy siada grupka osób. Jeśli pijesz herbatę samotnie lub tylko z sąsiadem, córką czy kolegą, wystarczą kubki. Kubki są znacznie większe od filiżanek i często zdobią je głupie rysunki oraz teksty. Brytyjczycy lubią się nimi obdarowywać. Powinieneś kupić sobie kubek (lub sięgnąć po tę beznadziejną skorupę, którą ktoś dał ci na Boże Narodzenie) i używać go w pracy.

BYCIE WEGETERIANINEM
Około 10 procent Brytyjczyków jest wegetarianami lub półwegetarianami. Jednak szacunkowe dane różnią się, w zależności od tego, czy badania nad zwyczajami żywieniowymi sponsorowane były przez producenta wyrobów mięsnych czy też wyrobów wegetariańskich. Każda restauracja, a nawet najmniejszy pub, ma w menu przynajmniej jedno danie wegetariańskie. Niestety, w większości przypadków jest to lasagne, która szybko ci się może znudzić.Bycie wegetarianinem jest w modzie, dlatego też niejeden nastolatek staje się nim na kilka miesięcy, dopóki nie ulegnie pokusie zjedzenia dużego hamburgera. Jeśli jesteś wegetarianinem i zostałeś zaproszony na posiłek, wspomnij o tym gospodarzom; z pewnością coś dla ciebie przyrządzą. Jeśli to ty przygotowujesz posiłek, powinieneś zapytać, czy któryś z twoich gości nie jest wegetarianinem. Przyjęło się również umieszczanie na zaproszeniach prośby: „Please say here if you have special dietary reąuirements”. Wegetarianie nie jedzą mięsa zwierząt, ale jedzą produkty zwierzęce, do których uzyskania nie trzeba tego zwierzęcia uśmiercać: jajek (najlepiej wiejskich), mleko, masło, jogurt. Bycie weganem lub też gotowanie dla takiej osoby jest już nieco bardziej skomplikowane: nie jedzą oni żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego. W Wielkiej Brytanii wiele osób jest półwegetarianami -jedzą mięso tylko sporadycznie lub też ograniczają się do białego mięsa, lub tylko do ryb. Bez trudu można kupić magazyny przeznaczone dla wegetarian i wegan.

DORADZTWO
Wiele historii miłosnych w wydawanych w Wielkiej Brytanii magazynach kobiecych ma współczesny happy end: porywczy mąż i zazdrosna żona udają się do poradni małżeńskiej; tam uświadamiają sobie swoje wady, zmieniają się i żyją szczęśliwie aż po grób. Jeśli masz jakiś problem i nikt nie chce lub nie może cię wysłuchać, zawsze możesz znaleźć kogoś, kto zrobi to za opłatą. Chodzi oczywiście o przeszkolonych i wykwalifikowanych doradców. Nazwa ich profesji jest jednak dość myląca – nie uzyskasz od nich żadnej rady – po prostu muszą cię do mówienia przez całą godzinę, przez kilka tygodni z rzędu, aż w końcu sam znajdziesz rozwiązanie swojego problemu.

Usługi doradców mogą pomóc, zwłaszcza w przypadku emocjonalnych i długo skrywanych przed innymi problemów. Korzystanie z tej formy pomocy nie wiąże się z żadnym napiętnowaniem. Doradztwo jest naprawdę przydatne. (Wiem, co mówię, bo sama ukończyłam dwa kursy doradztwa w podstawowym zakresie). Problem polega na tym, że jedna sesja zazwyczaj nie wystarczy. Będziesz musiał skorzystać z całej serii spotkań, a to może okazać się już dość drogie. Za jedną sesję zapłacisz około 30 funtów. Jeżeli musisz z kimś porozmawiać i nie stać cię na pomoc profesjonalisty, zadzwoń lub odwiedź doradcę należącego do ogólnokrajowej organizacji Samarytanów (Samaritans). Ich usługi są bezpłatne. Nie musisz przy tym być bliski samobójstwa: chętnie pomogą każdemu. Ochotnicy nie są zazwyczaj w pełni wykwalifikowanymi doradcami, ale przeszli podstawowe szkolenia. Innym rozwiązaniem jest oczywiście znalezienie jakiejś dobrej duszy, która wysłucha cię nie przerywając.


„SO SORRY!”

Brytyjczycy ciągle mówią „please”, „thank you” i „Fm sorry”. Nikt nikomu nic nie każe: każde żądanie ma formę grzecznej prośby. Na przykład szef mówi do sekretarki: „Jane, czy byłabyś tak uprzejma i posegregowała te listy?”. Bez względu na formę, jest to jednak rozkaz i sekretarka nie może odpowiedzieć: „Nie, nie byłabym”. Protest i krytyka wyrażane są w formie grzecznych i nieco przepraszających pytań. „Czy miałby Pan cokolwiek przeciwko przesunięciu nieco nogi? Obawiam się, że stoi Pan przypadkiem na moich palcach”. Jeśli zdarzy ci się wejść komuś w drogę, usłyszysz grzeczne: „Przepraszam”. Brytyjczycy przepraszają bez przerwy i za wszystko, a szczególnie za rzeczy, za które nie są odpowiedzialni. Jeśli gapiąc się na witryny sklepowe wpadniesz na kogoś, również usłyszysz: „Przepraszam”. Będąc u kogoś z wizytą usłyszysz zapewne: „Przykro mi z powodu pogody. Przykro mi, że zmokłeś”‚. A następnie: „Przepraszam, że nie mogę zaproponować ci niczego specjalnego na obiad. Przepraszam bardzo, ale nie jestem dobrą kucharką” (zwłaszcza jeśli gospodyni jest znana ze swojego kucharskiego kunsztu i posiłek jest naprawdę znakomity).

MÓWIENIE TEGO, CO NALEŻY POWIEDZIEĆ
Dobre maniery zmuszają Brytyjczyków do mówienia tylko tego, co wypada powiedzieć. To co wypada powiedzieć nie zawsze jest równoznaczne z prawdą. Mówi się to, co druga osoba chciałaby usłyszeć. Jeśli Brytyjka otrzyma w prezencie sweter w kolorze, którego szczerze nienawidzi, głośno powie, że to jest wspaniały kolor i że zawsze chciała mieć taki sweter. Następnego dnia pójdzie z nim do sklepu i wymieni na coś innego. Prelegent zaproszony do lokalnego towarzystwa ogrodniczego zostanie nagrodzony oklaskami, a nawet może liczyć na to, że po wykładzie podejdzie do niego kilka osób, które powiedzą, że bardzo im się podobało. Jednak gdy tylko opuści zebranie, ci, którzy go przed chwilą chwalili, nachylą się do sąsiada i stwierdzą: „Dzisiejszy wieczór to była strata czasu. Ten prelegent nie ma pojęcia, co może dobrze rosnąć na naszej ziemi”.

Gościnność
Wszystkie komplementy, pochwały i gesty aprobaty należy przyjmować z pewną rezerwą. Wszystkie one mogą, ale wcale nie muszą znaczyć tego, czego oczekujesz. Dotyczy to również zaproszeń. Jeżeli spotykasz kogoś po raz pierwszy, osoba ta może hojnie nimi szafować. „Oczywiście, że musisz zatrzymać się u nas, jeśli kiedykolwiek będziesz w Szkocji”, „Przecież nie musisz płacić za hotel. Możesz zamieszkać u nas, mamy wolny pokój” lub „Mamy wakacyjny dom na południowym wybrzeżu. Możesz z niego korzystać do woli”.

Nie przyjmuj zaproszeń, jeśli nie jesteś stuprocentowo pewny, że są one szczere. Powiedz coś grzecznego i niezobowiązującego, na przykład: „Tak, może, byłoby miło, dziękuję” i zmień temat. Jeśli ktoś naprawdę chce cię do siebie zaprosić, to ponowi zaproszenie przy innej okazji. Jeśli zatrzymasz się u kogoś na dłużej niż dwie noce, zawsze proponuj gospodarzom, że zapłacisz za pobyt. Odmówią przyjęcia pieniędzy, ale koniecznie powtórz swoją propozycję. Musisz uważnie posłuchać, w jaki sposób odmawiają. Jeśli powiedzą: „Nie musisz nic płacić”, oznacza to, że jednak chętnie przyjęliby pieniądze. Zachowaj się taktownie, na przykład pozostawiając w pokoju kartkę z podziękowaniami i czek. Natomiast jeśli usłyszysz: „Nie żartuj, nie musisz nic płacić. W żadnym wypadku nie moglibyśmy przyjąć od ciebie pieniędzy”, wystarczy, jeśli kupisz butelkę wina lub bukiet kwiatów czy też zaprosisz gospodarza na posiłek. W pokój u zostaw kartkę z podziękowaniami – bez czeku. Jeżeli przyjechałeś z kraju, w którym gościnność i hojność jest czymś zwykłym i nikt nawet nie pomyślałby o przyjęciu pieniędzy za przenocowanie znajomego, zachowanie niektórych Brytyjczyków może okazać się dla ciebie szokujące. Być może jest to spowodowane ich sytuacją finansową.

Nigdy nie wierz zapewnieniom
Brytyjczycy wystrzegają się mówienia „nie” z obawy przed rozczarowaniem, zranieniem lub urażeniem drugiej osoby. Na przykład kilku przyjaciół rozważa możliwość wynajęcia minibusu, którym mogliby pojechać do Londynu na musical. Proponujesz, że ty wszystko zorganizujesz. Pytasz tu i ówdzie i dowiadujesz się, ile ta impreza będzie kosztowała na osobę. „Czy przyjdziecie, jeśli zorganizuję wszystko na 2 grudnia i przyniesiecie tego dnia pieniądze?” – pytasz. Wszyscy mówią, że tak, ale w wyznaczonym dniu nikt nie pojawia się w umówionym miejscu. Niektórzy nawet nie zadzwonią, aby powiedzieć, że się rozmyślili. Do Londynu będziesz musiał pojechać sam i sam też zapłacisz za zamówione bilety oraz wynajęty autobus. Jeśli spotkasz później swoich przyjaciół, wymruczą tylko coś w stylu: „krewni przyjechali”, „musiałem pracować tego wieczoru”, „nie mogłem dojechać” i spróbują pocieszyć: „może pojadę następnym razem, gdy znowu coś takiego zorganizujesz”. Najlepszą metodą przyparcia ich do muru jest poproszenie o zapłacenie z góry, zanim jeszcze dokonasz rezerwacji, zorganizujesz lub zamówisz cokolwiek dla nich. Jeśli naprawdę są zainteresowani, nie będą mieli nic przeciwko takiemu załatwieniu sprawy. Jeżeli jednak będą wyglądali na urażonych, to znak, że i tak nie mieli zamiaru w tym uczestniczyć.

„YOU OLD BASTARD”

Wszyscy, z wyjątkiem samych Brytyjczyków wiedzą, że nie mają oni poczucia humoru. No dobrze, mają, ale trzeba nieco przywyknąć do specyficznego, angielskiego poczucia humoru. (Łatwiej mi przyszło żartować z mieszkańcami północno-wschodnich Chin niż z Brytyjczykami. Czyżby niemieckie i chińskie poczucie humoru były ze sobą bliżej spokrewnione niż niemieckie z brytyjskim, i to pomimo wspólnych anglosaskich korzeni?). Dobra wiadomość to ta, że angielskie dowcipy rzadko bywają okrutne. Są po prostu głupiutkie, a czasem nawet zabawne. Brytyjczycy lubią żartować z innych narodowości, a w ich dowcipach najczęściej pojawiają się Niemcy („krauts”), którzy wcześnie rano pędzą umieścić ręcznik na leżakach oraz Francuzi („frogs”), którzy zjedzą wszystko, o ile tylko jest to dobrze ugotowane.

Oto przykład typowego, może nieco zabawniejszego dowcipu:
– Jak wygląda niebo?
– Świat, w którym Brytyjczycy są policjantami, Niemcy mechanikami, Francuzi kucharzami, a Włosi kochankami.
– A jak wygląda piekło?
– To świat, w którym Włosi są policjantami, Francuzi – mechanikami, Brytyjczycy – kucharzami, a Niemcy – kochankami. (Już wiesz, o co chodzi?).

Wyrazem dobrego nastroju może być zwrócenie się do dobrego przyjaciela per „you old bastard” (ty stary draniu) lub do przyjaciółki „you silly cow” (ty głupia krowo). Nie bądź zszokowany. Określenia te mają mieć w założeniu pieszczotliwy charakter i nie wywołają bójki na pięści. Ważne jest jednak zachowanie odpowiedniego tonu głosu, co rzadko udaje się obcokrajowcom. Tak więc nazwanie szefa „a stupid asshole” (głupim dupkiem) może nie być dobrym pomysłem.

UBRANIA
Jedną z najmilszych rzeczy, jeśli chodzi o Wielką Brytanię jest to, że możesz nosić, co tylko chcesz. Możesz przejść się główną ulicą miasta lub przejechać metrem w najdziwniejszym stroju pod słońcem, aż tak nikt nie zwróci na to uwagi. Nikt nie będzie się z ciebie śmiał za twoimi plecami ani wytykał cię palcami. Brytyjczycy przyzwyczajeni są do widoku obcokrajowców w swoich strojach narodowych. Nawet w pracy możesz nosić każde ubranie, które jest właściwe dla twojego kręgu kulturowego. Pracownicy londyńskiego metra pochodzenia azjatyckiego często noszą granatowe turbany dopasowane do granatowych mundurów, a muzułmanki pracujące jako kasjerki w banku mają zarzucone na głowy chusty. Jeśli chodzi o ubiór, to Brytyjczycy są najbardziej tolerancyjnym narodem pod słońcem.
Oto jednak kilka zasad, których można przestrzegać, choć i one nie są surowe: jeśli pracujesz w biurze, noś garnitur. Kobiety mogą nosić w pracy bardzo krótkie spódnice odsłaniające nogi, ale ramiona powinny być zakryte, a dekolt jest absolutnie zakazany. Mężczyźni muszą nosić w pracy długie spodnie. Jeśli chodzi o niezobowiązujący strój letni, zarówno mężczyźni, jak i kobiety mogą nosić szorty, sandały i bezrękawniki. W domu wiele osób zmienia zwykłe spodnie na spodnie od dresu. Białe buty sportowe są popularnym uzupełnieniem swobodnego ubioru, zwłaszcza wśród młodych osób. Wieczorem kobiety mogą odsłonić ramiona i dekolt, ale mężczyźni powinni pozostać przy długich rękawach. Stosowne kolory w biurze dla mężczyzn i kobiet to granatowy lub szary. Na wieczory najlepsza jest czerń. Mężczyźni nie powinni nosić spódnic ani sukni, o ile oczywiście nie jest to część narodowego lub regionalnego stroju, jak w przypadku szkockiej spódnicy. Na wsi większość woli nosić stare, rozciągnięte i wygodne ubrania, często tweedowe lub w stłumionych barwach.

KOLEJKI

To jeden z aspektów brytyjskiego życia, który jest prawidłowo opisywany w większości podręczników do nauki języka angielskiego. Brytyjczycy naprawdę stoją w kolejkach. Zobaczysz je zarówno przed kasą biletową na stacji kolejowej, jak i na przystankach autobusowych (nawet jeśli i pobliżu nie ma żadnego autobusu), w bankach, na poczcie i w sklepach. Byłam kiedyś świadkiem, jak na dworcu kolejowym policja ogłosiła alarm bombowy i poprosiła wszystkich o jak najszybsze opuszczenie budynku. Nikt nie zaczął panikować, nikt nie pobiegł do wyjścia, nikt się nie przepychał. Kilkaset osób stanęło grzecznie w trzech kolejkach prowadzących do trzech wyjść i wszyscy po kolei opuścili zagrożony teren. Nigdy nie wpychaj się bez kolejki, bez względu na to, jak bardzo się śpieszysz. W niektórych supermarketach wyrozumiale wprowadzono dodatkowe kasy obsługujące klientów, którzy mają w koszyku do pięciu rzeczy. Możesz skorzystać z nich, jeśli się śpieszysz (i nie chcesz kupić więcej niż pięciu rzeczy). W przypadku kas wielostanowiskowych, np. w dużych urzędach pocztowych, działa specjalny system kolejkowy. Kolejka jest tu tylko jedna; zygzakiem przebiega przez całą salę i prowadzi nie do jednego, lecz kilkunastu okienek. Gdy przy którymś z nich zwolni się miejsce, podchodzi do niego pierwsza osoba z kolejki. W ten sposób można uniknąć frustracji związanej ze znalezieniem się w kolejce za osobą, która ma do załatwienia jakąś czasochłonną i skomplikowaną sprawę. Jeśli znajdziesz się na początku takiej kolejki musisz pamiętać, że czasem trudno jest dostrzec, które okienko właśnie się zwolniło. Na szczęście pomocą służy system sygnalizacji optycznej i dźwiękowej: miga światełko i nagrany na taśmę głos kieruje cię do okienka.

Be the First to comment.

Leave a Comment